
Zamiast klimatyzowanych sal wykładowych – mazurskie bezdroża, zamiast opasłych tomów – historyczne mapy wpięte w rowerowe sakwy. Już 4 lipca dziewiętnaścioro studentów i edukatorów z Polski, Niemiec i Litwy rozpocznie niezwykłą, 450-kilometrową podróż śladami wielokulturowej przeszłości. Przed nimi dziewięć dni intensywnej jazdy, spotkań z mieszkańcami i dyskusji pod gołym niebem.
Seminarium na dwóch kółkach
Inicjatywa „Pedalling East Prussian History”, organizowana przez stowarzyszenie Deutsche Gesellschaft e. V., udowadnia, że o trudnej historii Europy Środkowo-Wschodniej można rozmawiać poza murami akademii.
Pomysłodawcy wyprawy, historycy Vincent Regente i Markus Nowak, postawili na niekonwencjonalną formułę. Uczestnicy pokonają trasę z litewskich Kybartów aż do Olsztyna, rezygnując z rowerów elektrycznych na rzecz siły własnych mięśni.
– Historię najlepiej poznaje się tam, gdzie naprawdę się wydarzyła – tłumaczy Vincent Regente. – Kto przemierza te tereny na rowerze, często lepiej rozumie historię niż po całym dniu spędzonym w sali seminaryjnej – dodaje Markus Nowak.
Żywa historia w autentycznych miejscach
Program wyprawy jest niezwykle napięty. Trasa wiedzie przez miejsca kluczowe dla zrozumienia skomplikowanych dziejów regionu, m.in. przez Puszczę Romincką, trójstyk granic oraz zabytkowy pałac w Sztynorcie.
Co ważne, uczestnicy nie będą jedynie biernymi słuchaczami – każdy z nich przygotował krótki referat, który wygłosi bezpośrednio w przestrzeni historycznej.
Edukacyjną podróż uzupełnią spotkania z lokalnymi społecznościami, w tym z przedstawicielami mniejszości niemieckiej, co pozwoli zderzyć podręcznikową wiedzę ze współczesną perspektywą mieszkańców Warmii, Mazur i Suwalszczyzny.
Ogromne zainteresowanie i międzynarodowy dialog
Rekrutacja pokazała, jak wielki głód nieszablonowej edukacji drzemie w młodych ludziach – na zaledwie 19 miejsc napłynęło blisko 70 zgłoszeń.
Ostatecznie wybrano uczestników z Niemiec, Polski i Litwy, tworzących zróżnicowaną grupę studentów, nauczycieli oraz osób zaangażowanych w edukację historyczną i obywatelską.
- Wszystkich łączy jedno: ciekawość historii, otwartość na międzynarodowe spotkania, ale także gotowość do pokonywania przez dziewięć dni tras liczących nawet 85 kilometrów dziennie – wyłącznie siłą własnych mięśni – mówi Regente. – Nie jeździmy na rowerach elektrycznych. Stawiamy na zwykłe rowery i własne nogi.
Nowak podsumowuje: – To pozwala zwolnić tempo, jest przyjazne dla środowiska i doskonale wpisuje się w ideę naszej wyprawy. Nie chcemy „zaliczać” historii w biegu, lecz naprawdę dostrzegać krajobrazy, odległości i miejsca, które ją tworzyły.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!