
Miała być rewolucja w ochronie mazurskich jezior, a skończyło się na urzędniczych procedurach. Zapowiadana sieć 60 punktów bezpłatnego lub symbolicznie płatnego odbioru nieczystości z jachtów nie ruszy w tym sezonie. Żeglarze na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich nadal muszą liczyć się z opłatami za zrzut ścieków.
Biurokracja silniejsza niż ekologia
Samorządy zrzeszone w Stowarzyszeniu Wielkie Jeziora Mazurskie 2020 od ponad roku intensywnie pracowały nad projektem, który miał raz na zawsze rozwiązać problem dzikich zrzutów nieczystości do mazurskich akwenów. Plan zakładał montaż nowoczesnych odsysarek w kilkudziesięciu portach. Niestety, ambitne plany rozbiły się o ścieżkę urzędniczą.
– Okazało się, że napotkaliśmy kolejne przeszkody formalne, które sprawiły, że w tym sezonie turystycznym nie uda nam się uruchomić systemu do odbioru nieczystości z jachtów – przyznaje z ubolewaniem Agnieszka Kombel-Gawlik, dyrektor stowarzyszenia w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Optymistyczny scenariusz zakłada, że wszystkie formalności uda się dopiąć do końca tego roku. Jeśli tak się stanie, przetarg na zakup i montaż urządzeń zostanie ogłoszony zimą, co pozwoli na uruchomienie całego systemu dopiero na sezon 2027.
Stowarzyszenie zapewnia jednak, że program jest traktowany priorytetowo i nikt nie zamierza składać broni w walce o czystość jezior. Na razie jednak urzędnicy muszą prosić wodniaków o cierpliwość i... odpowiedzialność.
Cennikowy zawrót głowy w portach
Opóźnienie ekoprojektu to fatalna wiadomość dla kieszeni żeglarzy. Obecnie na Mazurach działa nieco ponad 20 punktów wyposażonych w pompy do odsysania fekaliów. Problem w tym, że panuje w nich całkowita samowolka cenowa.
Koszt jednorazowego opróżnienia jachtowego szamba waha się od kilkunastu do nawet kilkuset złotych. Prywatne mariny często windują stawki, zwłaszcza dla załóg, które nie nocują u nich przy kei, a wpływają do portu jedynie w celu pozbycia się nieczystości. W tej sytuacji najlepszą (i najtańszą) alternatywą pozostają ekomariny zarządzane przez lokalne samorządy, gdzie ceny są zazwyczaj najbardziej przystępne.
Apel do sumienia żeglarzy
W sytuacji braku systemowego rozwiązania, czystość Mazur w tym sezonie zależy wyłącznie od postawy samych turystów. Istnieje realna obawa, że wysokie ceny w portach oraz brak ogólnodostępnej infrastruktury skłonią część załóg do łamania prawa i otwierania zaworów "na dziko", pod osłoną nocy.
Dyrektor Kombel-Gawlik apeluje jednak do środowiska żeglarskiego o solidarność i ochronę wspólnego dobra:
– Bardzo nam zależy na ochronie jezior i zrobimy wszystko, by bezpłatne lub bardzo tanie odsysarki zaczęły na Mazurach działać. Ale na razie prosimy żeglarzy, by korzystali z tych odsysarek, które już są w portach. Bardzo prosimy o to, by nie wylewać nieczystości do jezior.
Wszystko wskazuje na to, że przed nami kolejny trudny rok dla mazurskiej przyrody. Pozostaje mieć nadzieję, że miłość do Wielkich Jezior wygra z chęcią zaoszczędzenia kilkudziesięciu złotych.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.