
W niektórych przekazach medialnych i informacjach pojawiła się sugestia, że na zamarzniętym akwenie Śniardwy ratownicy wodni wyznaczyć mieli „bezpieczne” tory do jazdy samochodami i pobierać opłaty za ich udostępnienie. Dwie największe organizacje mazurskich ratowników stanowczo dementują takie przekazy.
Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (MOPR) oraz Mazurska Służba Ratownicza (MSR) wydały oświadczenia, w których stanowczo odcinają się od organizacji płatnych wjazdów na lód. W tle pojawiają się zarzuty o dezinformację i „dzikie tory”.
MOPR: „To nie my, nie mamy tam nawet stacji”
Fala krytyki i pytań o płatne tory lodowe uderzyła w Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Organizacja, kojarzona przez większość turystów z bezpieczeństwem na Mazurach, zareagowała błyskawicznie i niezwykle stanowczo. Ratownicy podkreślają, że nie mają nic wspólnego z komercyjnym wykorzystywaniem zamarzniętego jeziora.
W oficjalnym komunikacie MOPR wylicza swoje bazy: Pisz, Mikołajki, Giżycko oraz Skłodowo. Jak zauważają, żadna z nich nie znajduje się bezpośrednio na Śniardwach.
- Na żadnej z naszych stacji nie prowadzimy działalności polegającej na pobieraniu opłat za wjazd na jezioro. W bliskim sąsiedztwie toru znajduje się inna organizacja ratownicza. W żaden sposób nie jesteśmy z nią związani – ucinają przedstawiciele MOPR, apelując o rzetelną weryfikację faktów.
MSR odpowiada: „To dzikie tory, a zarzuty o opłaty to celowe uderzenie”
Wywołana do tablicy poczuła się Mazurska Służba Ratownicza (MSR), której stacja operacyjna znajduje się właśnie nad Śniardwami. To tam w ostatnich dniach pojawiały się samochody, budząc kontrowersje wśród ekologów i części mieszkańców. MSR w swoim oświadczeniu przyznaje, że pojazdy na lodzie są faktem, ale kategorycznie zaprzecza, jakoby czerpała z tego zyski.
Według relacji MSR, na jeziorze powstały tzw. „dzikie tory”, będące inicjatywą osób prywatnych, a nie służb ratowniczych. MSR podkreśla, że nigdy nie pobierała pieniędzy za „wjazd na jezioro”. Insynuacje o pobieraniu opłat nazywają „celowym działaniem przeciwko bezpieczeństwu”.
Patowa sytuacja na największym jeziorze w Polsce
Spór rzuca światło na szerszy problem: kto właściwie kontroluje to, co dzieje się na mazurskich jeziorach zimą? Choć Śniardwy zajmują niemal 40% powierzchni Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, nadzór nad „dzikimi” torami wyścigowymi na lodzie wydaje się dziurawy jak wiosenny lód. Faktem pozostaje jednak, że na Śniardwach dochodziło do jazdy samochodami po lodzie, co mogło stwarzać zagrożenie dla zdrowia i życia uczestników takich eskapad.
Przypomnijmy, że niedawno w Komendzie Powiatowej Policji w Piszu doszło do spotkania służb oraz samorządowców, którzy stwierdzili konieczność podjęcia kroków w kierunku wypracowania nowych rozwiązań legislacyjnych w zakresie jazdy samochodami po skutych lodem jeziorach.
Uczestnicy narady zgodnie uznali, że obecne ramy prawne wymagają doprecyzowania, aby skuteczniej dyscyplinować osoby narażające życie własne oraz ratowników, którzy w razie wypadku muszą interweniować w ekstremalnie trudnych warunkach. Systemowe zmiany mają ułatwić egzekwowanie zakazów i zwiększyć świadomość konsekwencji prawnych takich zachowań.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!