
Mimo wcześniejszych obietnic i zapowiedzi, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wciąż nie podjęło kluczowych decyzji w sprawie systemowych zmian w finansowaniu ratownictwa wodnego. W efekcie Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe z Giżycka nadal musi walczyć o przetrwanie w corocznych konkursach dotacyjnych.
Choć tym razem widmo likwidacji etatów i wyprzedaży sprzętu zostało tymczasowo oddalone, ratownicy mówią wprost, że jest to jedynie chwilowe gaszenie pożaru, a nie systemowe rozwiązanie narastającego od lat problemu.
Model górski nie dla wodniaków? Resort widzi przeszkody
Prezes mazurskiego MOPR-u, Jarosław Sroka, od dłuższego czasu postuluje, aby ratownictwo wodne zyskało stabilność finansową opartą na podobnych zasadach, na jakich z powodzeniem funkcjonuje Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Obecny system zmusza ratowników do ciągłego startowania w konkursach organizowanych przez wojewodę, co uniemożliwia jakiekolwiek długofalowe planowanie budżetu oraz rozwój struktur ratowniczych.
Okazuje się jednak, że urzędnicy z Warszawy widzą w postulatach ratowników spory problem logistyczny i prawny. Jarosław Sroka przyznaje, że ma informacje z ministerstwa o rozpoczęciu pewnych prac analitycznych oraz o tym, że złożone przez ratowników wnioski są poddawane analizie.
Jednocześnie prezes MOPR otrzymał sygnały, że jest to wyjątkowo trudny temat. Główną barierą wdrożenia rozwiązań znanych z gór jest fakt, że sytuacja w ratownictwie wodnym wygląda zupełnie inaczej – w przeciwieństwie do nielicznych podmiotów zajmujących się ratownictwem górskim, organizacji dbających o bezpieczeństwo nad wodą jest obecnie w Polsce ponad 130.
Ostra odpowiedź ministerstwa: „Problemy partykularne”
W sprawę zabezpieczenia finansowego MOPR-u aktywnie zaangażowały się również władze Giżycka, które skierowały w tej sprawie oficjalne listy bezpośrednio do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Odpowiedź, pod którą podpisał się wiceminister Wiesław Leśniakiewicz, z jednej strony daje mglistą nadzieję, z drugiej jednak brutalnie studzi zapał lokalnej społeczności i samorządowców. W piśmie tym resort potwierdza, że aktualnie rozpoczęto prace analityczne nad oceną potrzeb całego systemu ratownictwa wodnego w Polsce, które mają na celu zweryfikowanie istniejących rozwiązań i wypracowanie ewentualnych rekomendacji zmian.
Jednocześnie wiceminister Leśniakiewicz postawił sprawę niezwykle twardo i jednoznacznie, stwierdzając, że w ocenie MSWiA nie wydaje się zasadnym rozpoczynanie całego procesu ustawodawczego wyłącznie w celu załatwienia partykularnych problemów takiego czy innego podmiotu uprawnionego do wykonywania ratownictwa wodnego. Ratownicy wodni na Mazurach usłyszeli więc od rządu jasny komunikat, że na specjalne traktowanie i szybką, dedykowaną ścieżkę legislacyjną nie ma co liczyć.
Łódź ratunkowa zostaje w bazie. Pomógł dodatkowy konkurs
Dotkliwy brak stabilności finansowej doprowadził w tym roku giżycki MOPR na skraj przepaści. Z powodu dramatycznego braku środków na utrzymanie bieżącej działalności i funkcjonowanie organizacji do końca roku, ratownicy rozważali wykonanie drastycznego i desperackiego kroku, jakim miała być sprzedaż jednej z kluczowych łodzi ratunkowych.
Na szczęście ten czarny scenariusz został w ostatniej chwili powstrzymany przez nagły zwrot akcji. Ratownicy zdecydowali się wycofać z pomysłu wyprzedaży sprzętu, ponieważ otrzymali dotację z dodatkowego konkursu na zadania z zakresu ratownictwa wodnego, który pilnie ogłosił wojewoda warmińsko-mazurski Radosław Król.
Mazurskie pogotowie otrzymało w ten sposób kwotę 300 tysięcy złotych. Choć w momencie ogłoszenia tej decyzji umowa nie była jeszcze podpisana, a pieniądze fizycznie nie wpłynęły na konto, prezes Jarosław Sroka zapowiedział, że te fundusze, połączone z niezbędnym wkładem własnym organizacji, pozwolą na pełne utrzymanie obecnego stanu etatowego ratowników dokładnie do końca bieżącego roku.
Kroplówka zamiast systemowego leczenia
Fakt rozstrzygnięcia tego nadzwyczajnego konkursu oficjalnie potwierdził wicewojewoda Mateusz Szauer, który sprecyzował, że cała suma wsparcia dla regionu opiewa na pół miliona złotych. Finansowe wsparcie z tej puli otrzymało łącznie pięć podmiotów ratowniczych, a urzędnicy zapewniają, że procedowanie umów jest na końcowym etapie, dzięki czemu środki trafią do organizacji przed końcem miesiąca.
Choć te dodatkowe pieniądze pozwoliły MOPR-owi złapać głęboki oddech i ocalić flotę, to ratownicy nie kryją, że jest to jedynie doraźna kroplówka. Aby w ogóle móc sięgnąć po ministerialne wsparcie za pośrednictwem wojewody, mazurskie pogotowie musiało wygospodarować ogromny wkład własny w wysokości aż 175 tysięcy złotych, co dla organizacji pozarządowej stanowi gigantyczne obciążenie finansowe.
Bezpieczny wypoczynek tysięcy osób odpoczywających na Wielkich Jeziorach Mazurskich wciąż zależy więc od przeciągających się urzędniczych analiz w stolicy oraz od corocznej, niepewnej loterii w regionalnych konkursach dotacyjnych.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!