Reklama

Rekordzista Polski Krzysztof Gajewski zapowiada: Jeszcze przepłynę Mazury w dwie strony!

Rekordzista Polski Krzysztof Gajewski zapowiada: Jeszcze przepłynę Mazury w dwie strony!
“Wpław po Rekord - 170 km bez piany” to atak na rekord świata zorganizowany na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich fot. Tomasz Madej

Wystartowali w poniedziałek, kilkanaście minut po godz. 14, z plaży nad Mamrami koło Węgorzewa. Ich celem było zdobycie rekordu świata - chcieli przepłynąć 170 km wpław po mazurskich jeziorach. Michał Jeka zakończył bój o rekord na Kanale Mioduńskim, po 20 godzinach pływania i pokonaniu 52 kilometrów. Krzysztof Gajewski stanął na lądzie we wtorek tuż przed godz. 23, w okolicy Suchego Rogu nad Śniardwami. Spędził w wodzie 32,5 godziny, pokonując 78,7 kilometra wpław po mazurskich jeziorach. Bez pianki i bez płetw, za to z ogromną wolą walki. Tym samym Krzysztof Gajewski ustanowił nowy rekord Polski w pływaniu długodystansowym!

“Wpław po Rekord - 170 km bez piany” to atak na rekord świata zorganizowany na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Przeprawa polegała na pokonaniu 170 km wpław przez jednego pływaka. Tego samego wyczynu w poniedziałek (15 lipca) równolegle podjęli się: Krzysztof Gajewski oraz Michał Jeka. Podczas płynięcia panowały rygorystyczne zasady, określone przez międzynarodowe organizacje pływackie. Pływacy nie mogli: wyjść z wody, dotknąć łodzi asekurującej lub innego pływaka, stawać na dnie, używać sprzętu wypornościowego w postaci: pianek neoprenowych, bojki czy innego sprzętu ułatwiającego pływanie. Płynęli w kąpielówkach, czepkach i okularkach. O wyzwaniu opowiada Krzysztof Gajewski, któremu udało się ustanowić nowy rekord Polski w pływaniu długodystansowym. 

Jakie były pierwsze wrażenia, kiedy wystartowaliście na jeziorze Mamry?

Krzysztof Gajewski, trener, pasjonat pływania długodystansowego i ekstremalnego: Już na starcie wiedzieliśmy, że wyzwanie będzie trudne ze względu na niską temperaturę wody, której nie spodziewaliśmy się w połowie lipca. Temperatura wody wynosiła około 18 stopni - było dużo za zimno. Liczyliśmy na minimum 22 stopnie, ponieważ przy takiej temperaturze przepłynięcie całego dystansu byłoby osiągalne.

Przerwaliście pływanie z powodu hipotermii. Jak to wyglądało?

Krzysztof Gajewski: Uprawiam pływanie ekstremalne, czyli pływanie w wodzie poniżej 5 stopni Celsjusza, więc u mnie proces hipotermii rozpoczął się później. Dobrze się czuliśmy, mogliśmy płynąć dalej, ale gdy pojawiają się uczucie chłodu i dreszcze, to pierwsze sygnały ostrzegawcze. W moim przypadku potem zamienia się to w halucynacje, omamy wzrokowe i w końcu dochodzi do bariery, w której przestaje być zimno, co znaczy, że następuje już zaawansowana hipotermia. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że w tak niskiej temperaturze wody udało nam się przepłynąć tak długie dystanse (w wodzie o temperaturze ok. 18 stopni profesjonalnie wytrenowana osoba może wytrwać od 24 do 36 godzin).

Co wydarzyło się pod koniec Twojej trasy?

Krzysztof Gajewski: Na Śniardwach podjąłem decyzję, że próbuję dopłynąć choćby do końca trasy w pierwszą stronę, czyli do 85 kilometra. Lekceważąc swój organizm, zdecydowałem się płynąć jak najszybciej, jak najmocniej, żeby przy okazji rozgrzać się. Pech chciał, że trafiłem na bardzo mocny prąd, który spowodował, że płynięcie nie miało końca. Pomimo wysiłku, stałem w miejscu. To była walka z wiatrakami. A wiadome było, że muszę stanąć na lądzie, żeby próba była zaliczona.

Co z jedzeniem? W jaki sposób odżywialiście się?

Krzysztof Gajewski: Pożywienie dostarczały nam jednostki asekurujące, które na podawaku podawały żele i bidony z piciem. W moim przypadku to było ok. 50-60 żeli energetycznych, kilkadziesiąt litrów izotoników i inne jedzenie. Mimo tego, masa ciała od startu do mety spadła mi 4,6 kg. To pokazuje, jak dużo energii organizm potrzebował z uwagi na zimno.

Kiedy nastąpił pierwszy krytyczny moment?

Krzysztof Gajewski: W Giżycku, kiedy przepływaliśmy przez Kanał Łuczański. W chwili, kiedy otwierał się most obrotowy, woda z głębszej części jeziora dostała się na powierzchnię. I tam był wielki szok, kiedy poczuliśmy tę dużą zimniejszą wodę (płynęliśmy ok. 200 m w wodzie o temperaturze 14-15 stopni). Byliśmy wystraszeni i przerażeni, że tak to będzie wyglądało dalej.

Jak płynęło się nocą?

Krzysztof Gajewski: Uwielbiam pływać w nocy. Jest wtedy dużo mniejszy ruch na wodzie, nie ma problemu z zafalowaniem wody od ruchu jednostek. Nie ma zapachu silników spalinowych. Z drugiej strony zimne powietrze dawało się we znaki.

O czym myślałeś, płynąc tyle godzin?

Krzysztof Gajewski: Przez pierwsze kilometry był strach i trochę przerażająca świadomość tego, jak długo będę w tej zimnej wodzie. Pod koniec pierwszej połowy dystansu, jedyną myślą, jaka przewijała się w głowie, było: jest mi strasznie zimno, muszę płynąć, bo inaczej zamarznę. Wszystko skupiało się wokół tego, żeby wreszcie przestało być zimno. Byłem zdziwiony, że w ogóle nie odczuwałem kwestii braku snu.

Krzysztof Gajewski pokonując wpław mazurskie jeziora ustanowił nowy rekord Polski w pływaniu długodystansowym Fot. Tomasz Madej
Krzysztof Gajewski pokonując wpław mazurskie jeziora ustanowił nowy rekord Polski w pływaniu długodystansowym Fot. Tomasz Madej 

Czy podczas płynięcia podziwialiście wschody i zachody słońca? Czy mieliście siły i czas, żeby podziwiać widoki?

Krzysztof Gajewski: Nie mieliśmy czasu rozglądać się, ale słyszeliśmy i widzieliśmy doping widzów. To nam ogromnie pomagało i gorąco dziękujemy za wsparcie i kibicowanie. Dziękujemy za zaangażowanie lokalnych władz Giżycka, Mikołajek, Węgorzewa, a także policji. To pokazuje, że sport wytrzymałościowy można łączyć z szerszym gronem odbiorców w sposób ciekawy i atrakcyjny. To dobrze wróży na przyszłość, bo jesteśmy pewni, że za rok powtarzamy trasę. Ale liczymy na to, że woda będzie cieplejsza. Jeszcze przepłyniemy Mazury w dwie strony! Byliśmy bardzo mile zaskoczeni reakcją ludzi, którzy kibicowali nam na trasie (w Giżycku, w Mikołajkach i w innych miejscach). Wszystkie jednostki nawodne, które nas mijały, wiedziały o naszej próbie. Wszyscy nam kibicowali, to było naprawdę świetne. Udało nam się pokazać, że pływak w wodzie może być częścią społeczności korzystającej z uroków Mazur.

Jak wygląda regeneracja po tak ogromnym wysiłku?

Krzysztof Gajewski: Regeneracja zacznie się za trzy-cztery dni, kiedy te mięśnie, które są zbite i obolałe, będzie można dotknąć. Teraz jest czas, żeby zregenerować głowę, odpocząć od zmęczenia, bólu, niewyspania. Potem nastąpi proces regeneracji i ponownego planowania celów na przyszły rok. Miesiąc, dwa, i znów trzeba zacząć przygotowania.

To teraz od początku. Jak wyglądały przygotowania do próby pobicia rekordu świata w pływaniu długodystansowym?

Krzysztof Gajewski: Bezpośrednio do samego wyzwania przygotowywałem się od września ubiegłego roku. W najintensywniejszych etapach pokonywałem do 130 km tygodniowo w wodzie, co daje treningowo ok. 30-40 godzin w wodzie. Wtedy również ruszyła cała machina logistyczno-organizacyjna. Byliśmy zaskoczeni tym, że na Mazurach mamy tak długi szlak wodny - 85 km w jedną stronę. A jest tu potencjał na jeszcze dłuższe dystanse!

O co chodzi w idei „pływania bez piany”?

Krzysztof Gajewski: Po pierwsze „bez piany” , czyli dosłownie bez pianek neoprenowych i innego sprzętu ułatwiającego pływanie. Bo nie o to nam w tym sporcie chodzi, żeby sobie ułatwiać wyzwania. Z drugiej strony „bez piany”, czyli bez bicia piany - robimy to, co jest naszą pasją, uczciwie i w sposób klarowny.

Jeszcze raz gratulujemy wyników i do zobaczenia za rok! 

Krzysztof Gajewski od kilku lat zawodowo zajmuje się pływaniem długodystansowym i lodowym (w wodzie o temperaturze poniżej 5°C). Jest trenerem pływania oraz założycielem Stowarzyszenia Pływanie bez Piany. Do największych osiągnięć pływackich może zaliczyć przepłynięcie: Korony Jezior Polski 127 km (11-17.06.2018), zimowej sztafety z Gdyni na Hel (18.5 km, woda ~4°C, 23.03.2019), jako pierwszy Polak 24-godzinnego UltraMaratonu Pływackiego: Strzelin 18-19.11.2016.

Michał Jeka jest byłym triathlonistą. Teraz pływakiem długodystansowym, mającym na swoim koncie starty w 12-godzinnych Maratonach Pływackich. Na co dzień łączy długie treningi z prowadzeniem firmy i byciem ojcem dla swojej 2-letniej córki. Udaje mu się wszystkie obowiązki wypełniać w 100%. Mieszkając nad morzem bardzo często pływa na wodach otwartych, najczęściej w wodach Zatoki Puckiej. 

ReklamaC1 - Warszawski Salon Jachtowy

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 23

  • 21
    Czuje się - ZADOWOLONY
    ZADOWOLONY
  • 2
    Czuje się - ZASKOCZONY
    ZASKOCZONY
  • 0
    Czuje się - POINFORMOWANY
    POINFORMOWANY
  • 0
    Czuje się - OBOJĘTNY
    OBOJĘTNY
  • 0
    Czuje się - SMUTNY
    SMUTNY
  • 0
    Czuje się - WKURZONY
    WKURZONY
  • 0
    Czuje się - BRAK SŁÓW
    BRAK SŁÓW

ReklamaB0 - HeydayBoats

Daj nam znać

Jeśli coś się na Mazurach zafascynowało, wzburzyło lub chcesz się tym podzielić z czytelnikami naszego serwisu
Daj nam znać
Reklama
ReklamaA2 - AZS Wilkasy