ReklamaA1 - Papugarnia Wilkasy

Świt nad jeziorem i jałowcowe witki, czyli jak świętowali dawni Mazurzy

Świt nad jeziorem i jałowcowe witki, czyli jak świętowali dawni Mazurzy
 fot. Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku.

Choć współcześnie mazurskie wsie i miasteczka tętnią życiem w rytm ogólnopolskich tradycji, jeszcze sto lat temu Wielkanoc na tych ziemiach miała zupełnie inne oblicze. Dawni mieszkańcy krainy tysiąca jezior witali w niedzielę zmartwychwstanie przy dźwiękach nabożnej jutrzni i rytmicznym smaganiu brzozowymi gałązkami.

Duchowy świt i zajączek w ogrodzie

Dla dawnych Mazurów, w większości ewangelików, najważniejszym momentem świąt nie było poświęcenie pokarmów, lecz głębokie przeżycie duchowe. Wielka Niedziela rozpoczynała się wyjątkowo wcześnie, bo już o czwartej lub piątej rano, kiedy całe rodziny zmierzały do kościołów na uroczystą jutrznię, zwaną tutaj „schutrami”.

Świątynie wypełniały się radosnym śpiewem pieśni wielkanocnych, który obwieszczał koniec wielkopostnej ciszy. Co ciekawe, to właśnie na Mazurach, znacznie wcześniej niż w pozostałych regionach Polski, zadomowił się zwyczaj szukania „zajączka”.

Podczas gdy dorośli przygotowywali się do uroczystego śniadania, dzieci z ekscytacją przeczesywały ogrody i domowe zakamarki w poszukiwaniu ukrytych gniazd z barwnymi jajkami i słodkościami.

Na stole jałowiec i drożdżowy kuch

Po powrocie z nabożeństwa zasiadano do wspólnego posiłku, który był nagrodą za czas wstrzemięźliwości. Na mazurskich stołach królowały swojskie wędliny, szynki i kiełbasy wędzone w dymie z dodatkiem jałowca, który nadawał im charakterystyczny, leśny aromat.

Choć jajka były obecne, nie zawsze dzielono się nimi w taki sposób, jak każe dzisiejsza tradycja. Nie mogło jednak zabraknąć „kuchów” – puszystych ciast drożdżowych z obfitą kruszonką.

Całość obchodów była przesycona spokojem i szacunkiem do natury, co przejawiało się chociażby w zakazie wykonywania głośnych prac polowych czy wbijania czegokolwiek w ziemię w dniach poprzedzających święto.

Zamiast wody – zielona krew roślin

Największe zaskoczenie dla współczesnego obserwatora przynosił jednak Poniedziałek Wielkanocny. Jeśli ktoś spodziewałby się tam tradycyjnego Lanego Poniedziałku, srodze by się zawiódł. Zamiast oblewania się wodą, na Mazurach uprawiano „smaganiec”. Grupy młodych chłopców krążyły od domu do domu, dzierżąc w dłoniach witki brzozowe lub jałowcowe. Delikatne uderzanie panien po nogach nie było jednak aktem złośliwości, lecz życzeniem zdrowia.

Wierzono, że „zielona krew” budzących się do życia roślin przejdzie na ludzi, zapewniając im urodę i siły witalne na cały rok. Dziewczęta, chcąc wykupić się od smagania, obdarowywały kawalerów własnoręcznie drapanymi pisankami, co często stawało się początkiem wiosennych flirtów.

Dziedzictwo ukryte w pamięci

Dziś dawne mazurskie obyczaje są kultywowane głównie przez skanseny i stowarzyszenia regionalne. Po 1945 roku, wraz z wielkimi przemieszczeniami ludności, tradycje mazurskie wymieszały się z kurpiowskimi i kresowymi. Miejsce jałowcowych witek zajęła woda, a ciszę poranka zastąpił gwar święconki. Warto jednak pamiętać o tym dawnym, surowym, a zarazem radosnym świętowaniu, które tak mocno wiązało los człowieka z rytmem budzącej się do życia mazurskiej przyrody.


Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 0

  • 0
    Czuje się - ZADOWOLONY
    ZADOWOLONY
  • 0
    Czuje się - ZASKOCZONY
    ZASKOCZONY
  • 0
    Czuje się - POINFORMOWANY
    POINFORMOWANY
  • 0
    Czuje się - OBOJĘTNY
    OBOJĘTNY
  • 0
    Czuje się - SMUTNY
    SMUTNY
  • 0
    Czuje się - WKURZONY
    WKURZONY
  • 0
    Czuje się - BRAK SŁÓW
    BRAK SŁÓW

ReklamaB0 - Domki Paprotki

Daj nam znać

Jeśli coś się na Mazurach zafascynowało, wzburzyło lub chcesz się tym podzielić z czytelnikami naszego serwisu
Daj nam znać
ReklamaB1- OW Wodnik
ReklamaA2 - port 69