
Bezpieczeństwo na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich stanęło pod znakiem zapytania. Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, borykające się z drastycznym niedofinansowaniem, podjęło dramatyczną decyzję o sprzedaży jednej ze swoich łodzi ratunkowych. Uzyskane w ten sposób 200 tysięcy złotych ma zostać przeznaczone na pokrycie bieżących wydatków.
Budżet tylko do połowy wakacji
Jak informuje Radio Olsztyn, sytuacja finansowa organizacji jest krytyczna. Jak podkreśla prezes MOPR, Jarosław Sroka, przyznawane dotacje są z roku na rok mniejsze, co w zestawieniu z galopującą inflacją, rosnącymi kosztami serwisu i wysokimi cenami paliwa, stawia ratowników pod ścianą.
– Mamy zabezpieczone środki finansowe zaledwie do połowy wakacji. To sprawiło, że ratownicy, którzy na co dzień niosą pomoc, muszą teraz sprzedać narzędzie swojej pracy, by móc w ogóle wypłynąć do akcji – alarmuje Sroka.
Niewidoczne pułapki pod wodą
Brak funduszy uderzy bezpośrednio w turystów i żeglarzy jeszcze przed szczytem sezonu. MOPR poinformował, że z powodów oszczędnościowych nie jest w stanie przygotować pełnego oznakowania niebezpiecznych miejsc na jeziorach. Chodzi o tzw. boje kardynalne, które wskazują podwodne przeszkody, głazy i wypłycenia. Brak tych oznaczeń to realne ryzyko wypadków, uszkodzeń jednostek, a w najgorszym scenariuszu – utraty zdrowia i życia osób wypoczywających nad wodą.
Systemowe nierówności
Ratownicy z Mazur nie kryją rozgoryczenia obecnym modelem finansowania. Wskazują na rażące różnice między ratownictwem wodnym a górskim. Podczas gdy TOPR i GOPR cieszą się stabilnym wsparciem systemowym, ratownicy wodni muszą każdorazowo startować w niepewnych konkursach ofert.
Dodatkowo podnoszony jest argument, że w innych regionach kraju podobne formacje otrzymują środki w ramach ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej, co na Mazurach – według relacji ratowników – nie ma miejsca.
Ministerstwo zapowiada zmiany
Głos w sprawie zabrał minister spraw wewnętrznych i administracji, Marcin Kierwiński. Choć szef MSWiA bronił dotychczasowych działań rządu, przyznał jednocześnie, że obecny system wymaga naprawy.
– Będziemy szukać rozwiązań prawnych, które uczynią ten system mniej konkursowym, a bardziej dotacyjnym – zapowiedział minister Kierwiński.
Deklaracja ta daje nadzieję na systemową stabilizację, jednak dla mazurskich ratowników kluczowy jest czas. Jeśli zapowiadane zmiany nie wejdą w życie szybko, jedna z najważniejszych organizacji ratowniczych w Polsce może stracić zdolność do operacyjnego działania na największym akwenie w kraju.
Czy zapowiedzi ministra wystarczą, by zatrzymać wyprzedaż sprzętu ratującego życie? Do sprawy będziemy wracać.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.