
Aleje na Warmii i Mazurach nadal zagrożone wycinką. Społeczność Skraj Drzew - STOP wycince drzew informuje Najwyższą Izbę Kontroli i zawiadamia w sprawie wycinki drzew przy drogach wojewódzkich Warmii i Mazur. Skoro Zarząd Dróg Wojewódzkich i Marszałek województwa Warmińsko-Mazurskiego, nie widzą problemu, niech ich działalnością zajmie się niezależna instytucja.
Za nimi kilka miesięcy pracy, dziesiątki wniosków o dostęp do informacji publicznej, korespondencja z Zarządem Dróg Wojewódzkich w Olsztynie i Urzędem Marszałkowskim, analiza dokumentów, orzeczeń sądowych i postępowań administracyjnych. Społeczność Skraj Drzew pytała też Zarząd Dróg Wojewódzkich w całej Polsce, jak rozwiązują ten sam problem. Efekt to obszerne pismo z kompletem załączników - każde zdanie oparte na dokumencie, nie na domysłach. Zarząd Dróg Wojewódzkich w Olsztynie wytypował w ubiegłym roku do usunięcia 6678 drzew przydrożnych - niemal tyle, ile ta sama jednostka zgłosiła do wycinki przez trzy poprzednie lata razem wzięte. Wnioski o wycinkę trafiły jednocześnie do kilkudziesięciu gmin, w których nadal toczą się postępowania.
Społeczność Skraj Drzew ustaliła: drzewa oceniali pracownicy Zarządu Dróg Wojewódzkich, nie zaś dendrolodzy z doświadczeniem. Zarządca sam potwierdza, że ekspertyza dendrologiczna nie jest wymagana, a ocena opiera się na oględzinach prowadzonych przez pracowników. Brak analiz bezpieczeństwa ruchu drogowego - przed wytypowaniem tysięcy drzew nie sporządzono analiz bezpieczeństwa ruchu drogowego dla konkretnych lokalizacji. Rozwiązania alternatywne takie jak bariery ochronne czy ograniczenia prędkości, odrzucono bez pomiarów i opracowań. Przyjęto kryterium z nieobowiązujących przepisów tj. drzewo rosnące bliżej niż 3 m od jezdni bywa uznawane za niebezpieczne. Reguła ta pochodzi z rozporządzenia uchylonego w 2022 roku, które dotyczyło budowy nowych dróg.
Społeczność Skraj Drzew sprawdziła: inni zarządcy dróg wojewódzkich tak nie robią. Weryfikacja nie zawsze potwierdza ocenę zarządcy. W jednej z gmin, gdzie wnioskowano o usunięcie 93 drzew, organ ochrony środowiska uznał, że wyciąć należy 9, pozostałe opisane jako będące w dobrej i bardzo dobrej kondycji. Okazało się również, że Zarząd Dróg Wojewódzkich nie sadzi nowych drzew za te, które zostały powalone, na przykład przez wiatr. Drogowcy tego nie robią, bo nie nakazuje im tego prawo. Brak jest również nadzoru nad wycinką przez marszałka województwa. Kontrole dotyczące wycinki, których wyniki przedstawiono Urzędowi Marszałkowskiemu, przeprowadzono w 2017 roku i dotyczyły głównie dokumentacji oraz gospodarki drewnem. Zasady kwalifikowania drzew do usunięcia nie były badane.
Nie o to, żeby nie wycinać żadnego drzewa, chore i realnie zagrażające trzeba usuwać. Jednak decyzje o nieodwracalnych skutkach powinny być ostatecznością. Ponadto drzewa powinny być badane przez specjalistów, a nie pracowników Zarządu Dróg Wojewódzkich po kursach. Drogowcy powinni też stosować rozwiązania alternatywne, na przykład punktowe ograniczenia prędkości. Poza tym potrzebny jest realny nadzór nad Zarządem Dróg Wojewódzkich ze strony Urzędu Marszałkowskiego, bo okazuje się, że instytucja, która ma się drzewami opiekować, posiada spisaną procedurę ich wycinania, ale żadnego dokumentu o tym, jak dbać o drzewa. Niestety, jeśli nic się nie zmieni, za kilkadziesiąt lat alej po prostu nie będzie. Społeczność Skraj Drzew chce powstrzymać nieuzasadnione wycinki, zmusić drogowców, aby odtwarzali na szeroką skalę aleje i odpowiednio dbali o istniejące drzewa.
Sprawa wycinki 6678 drzew przy warmińsko-mazurskich drogach wojewódzkich nie jest zwykłym sporem ekologów z drogowcami. To konflikt dwóch wizji: jednej, w której drzewo to potencjalne zagrożenie i drugiej, w której jest ono wartością samą w sobie, elementem krajobrazu, historii i bezpieczeństwa. Zarząd Dróg Wojewódzkich w Olsztynie argumentuje bezpieczeństwem kierowców. Społeczność Skraj Drzew wskazuje na brak rzetelnych ekspertyz, stosowanie nieobowiązujących przepisów i ignorowanie rozwiązań alternatywnych. Ministerstwo Klimatu i Środowiska stoi po stronie społeczności - wycinka ma być ostatecznością, a nie pierwszym wyborem.
Najwyższa Izba Kontroli dostała zawiadomienie. To sygnał, że sprawa jest poważna i wymaga niezależnego sprawdzenia. Bo jeśli drogowcy będą sami oceniać, które drzewa są bezpieczne, a które nie, to za kilkadziesiąt lat alej na Warmii i Mazurach po prostu nie będzie. A tego nikt nie chce. Ani mieszkańcy, ani turyści, ani przyszłe pokolenia, które mają prawo dziedziczyć ten wyjątkowy krajobraz. Czas działa na niekorzyść alej - każde wycięte drzewo to strata, której nie da się odzyskać.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!