ReklamaA1- Family Homes

Cisza, która naprawdę ma sens na Mazurach, już czas na silniki elektryczne?

Sprzęt i inspiracje5 listopada 2026, 23:49
Cisza, która naprawdę ma sens na Mazurach, już czas na silniki elektryczne?

Jeszcze kilka lat temu elektryczny silnik przy żaglówce wielu osobom kojarzył się bardziej z ciekawostką technologiczną niż realnym wyposażeniem jachtu. Dziś sytuacja wyraźnie się zmienia. Na Mazurach coraz częściej okazuje się bowiem, że cichy napęd pomocniczy nie jest modą, lecz praktycznym rozwiązaniem, które bardzo dobrze wpisuje się w charakter żeglowania po Wielkich Jeziorach Mazurskich.

Na żaglówce silnik nie powinien psuć tego, po co w ogóle wychodzimy na wodę. A na Mazurach coraz częściej okazuje się, że cisza nie jest już tylko kwestią komfortu, ale także praktyki i przepisów.

Na polskich jeziorach strefy ciszy nie są wyjątkiem — obowiązują już na setkach akwenów w całym kraju. Na samych Mazurach zakazy obejmują wiele jezior oraz odcinków dobrze znanych żeglarzom. Na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich i w jego sąsiedztwie dotyczą m.in. Jeziora Nidzkiego i Dobskiego, ale także Wojnowa, 
Buwełna, Ublików, Gołdopiwa, Dejgun czy części Bełdan. To oznacza, że temat elektrycznego napędu przestał być ciekawostką, a stał się czymś bardzo praktycznym.

Na samym szlaku Wielkich Jezior Mazurskich rzadko potrzebujemy od silnika pomocniczego wielogodzinnej pracy z pełną mocą. Znacznie częściej liczy się spokojne wejście do portu, odejście od kei, przejście przez kanał albo śluzę. Guzianka śluzuje rocznie ponad 20 tysięcy jachtów, Kanał Łuczański ma ponad dwa kilometry długości, a Kanał Jegliński jest jednym z najbardziej charakterystycznych odcinków drogi w stronę Pisza. W takich miejscach cisza, precyzja i natychmiastowa gotowość bywają cenniejsze niż dodatkowe konie mechaniczne.

I właśnie dlatego elektryczny Torqeedo do żaglówki ma sens. Seria Travel została pomyślana dla małych łodzi i jednostek do 2 ton. Travel XS oferuje 700 W mocy i odpowiednik 2 HP, a Travel XP — 1600 W i odpowiednik 5 HP. Oba rozwiązania stawiają na wygodę: system Click & Play bez kabli, kolorowy wyświetlacz z informacją o zasięgu, prędkości i stanie baterii, aplikację mobilną oraz możliwość ładowania energią słoneczną. Do tego dochodzi prosty rozruch bez linki, bez benzyny i bez kanistra plączącego się po pokładzie.

Ogromną rolę odgrywa także sama konstrukcja napędu. Torqeedo stosuje śruby o dużej średnicy — porównywalnej z tymi, które w silnikach spalinowych spotyka się zwykle przy jednostkach o mocy kilkudziesięciu koni mechanicznych. Tak duża śruba „chwyta” znacznie więcej wody przy każdym obrocie, dzięki czemu reakcja na dodanie gazu jest niemal natychmiastowa. W praktyce oznacza to lepszą kontrolę podczas manewrów, większe bezpieczeństwo przy podejściu do kei oraz pewniejsze zachowanie łodzi w ciasnych portach i kanałach.

Dodatkową przewagą jest bardzo wysoki moment obrotowy, który silnik elektryczny oddaje już od pierwszego obrotu śruby. To cecha, której klasyczne silniki spalinowe nie są w stanie osiągnąć przy niskich obrotach. Efekt jest odczuwalny od razu: łódź reaguje płynnie, zdecydowanie i bez zwłoki.

Najważniejsze jest jednak to, że elektryk nie zmienia żaglówki w motorówkę — po prostu sprawia, że używanie silnika staje się mniej inwazyjne. Oficjalne testy Travel XP pokazują, że na 2-tonowej żaglówce nie jest to sprzęt do długiego i szybkiego motorowania przez pół dnia. Ale właśnie jako napęd pomocniczy — do manewrów, kanałów, śluz, bezwietrznych odcinków czy spokojnego zejścia z jeziora — sprawdza się bardzo sensownie. Dla mniejszych łodzi wystarczy Travel XS, dla większych żaglówek lepszym wyborem będzie Travel XP o wyraźnie większym uciągu.

Torqeedo jest przy tym marką, która od lat rozwija zaawansowane systemy bateryjne również w oparciu o kompetencje motoryzacyjne. Producent i polski dystrybutor wprost odwołują się do ogniw stosowanych w technologii BMW serii „i”. A jeśli ktoś potrzebuje jeszcze więcej cichej mocy, w ofercie znajdują się również 
serie Cruise, systemy Deep Blue oraz Saildrive dla większych jachtów.

Na końcu i tak chodzi przecież o jedno: żeby silnik pomocniczy pomagał, a nie zabierał klimatu pływania. Na żaglach cisza nie jest luksusem. To część całego doświadczenia. I właśnie dlatego dobrze dobrany elektryk na Mazurach może okazać się nie gadżetem, lecz jednym z tych elementów wyposażenia, które naprawdę poprawiają komfort wypoczynku.

Cisza, która naprawdę ma sens na Mazurach, już czas na silniki elektryczne?

ReklamaC1 - Wodnik Duch Puszczy

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 0

  • 0
    Czuje się - ZADOWOLONY
    ZADOWOLONY
  • 0
    Czuje się - ZASKOCZONY
    ZASKOCZONY
  • 0
    Czuje się - POINFORMOWANY
    POINFORMOWANY
  • 0
    Czuje się - OBOJĘTNY
    OBOJĘTNY
  • 0
    Czuje się - SMUTNY
    SMUTNY
  • 0
    Czuje się - WKURZONY
    WKURZONY
  • 0
    Czuje się - BRAK SŁÓW
    BRAK SŁÓW

ReklamaB0 - Resort Niegocin

Daj nam znać

Jeśli coś się na Mazurach zafascynowało, wzburzyło lub chcesz się tym podzielić z czytelnikami naszego serwisu
Daj nam znać
ReklamaB1 - Amax
ReklamaA2 - port 69