ReklamaA1 - Wodnik Giżycko Gwarek

„Dziś takich matrosów już nie ma”. Wspomnienia kapitana Jana Kowalskiego

„Dziś takich matrosów już nie ma”. Wspomnienia kapitana Jana Kowalskiego

O przemianach polskiej żeglugi śródlądowej także na Mazurach na przestrzeni ostatnich 50 lat oraz o pracy i życiu na wodzie z osobistej perspektywy opowiada Jan Kowalewski – kapitan żeglugi śródlądowej i pracownik Zarządu Zlewni w Giżycku. To również opowieść o rodzącej się współczesnej żeglugi po mazurskich akwenach.

Współczesne Mazury kojarzą się głównie z żaglami, marinami i wakacyjnym wypoczynkiem. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu były przede wszystkim miejscem intensywnej pracy związanej z utrzymaniem i rozwojem dróg wodnych.

Mazury to było miejsce pracy

Kiedy Jan Kowalewski rozpoczynał swoją karierę na początku lat siedemdziesiątych, wiele portów dopiero powstawało, kanały wymagały przebudowy i pogłębiania, a przedsiębiorstwa gospodarki wodnej dysponowały rozbudowanymi flotami jednostek roboczych. W portach stały pogłębiarki, barki, szalandy, holowniki i jednostki mieszkalne. W jego zakładzie pracowało kilkudziesięciu marynarzy, a w sezonie niemal nieustannie prowadzono prace na jeziorach, kanałach i rzekach.

Dzisiejszy obraz Mazur jest zupełnie inny. Dominują jachty, motorówki i statki pasażerskie. Infrastruktura, która dawniej powstawała dzięki ciężkiej pracy załóg roboczych, służy obecnie przede wszystkim turystyce. To właśnie przejście od budowania do utrzymania istniejących obiektów jest jedną z największych zmian, jakie zaszły na przestrzeni ostatniego półwiecza.

Zawód, którego uczono na pokładzie

Droga Jana Kowalewskiego do zawodu marynarza nie była efektem rodzinnych tradycji. Do pracy na wodzie zachęcili go starsi koledzy, którzy dostrzegli w nim potencjał i wprowadzili w nieznany wcześniej świat żeglugi. Pierwszy rejs odbył na Śniardwach. Możliwość prowadzenia dużej jednostki i odpowiedzialność związana z nawigacją szybko sprawiły, że postanowił związać swoją przyszłość z wodą.

W tamtych czasach zawodu uczono się przede wszystkim poprzez praktykę. Najważniejszym miejscem zdobywania wiedzy był pokład statku. Młodzi marynarze poznawali tajniki fachu pod okiem doświadczonych matrosów i kapitanów. Uczyli się wiązania lin, wykonywania splotów, obsługi urządzeń pokładowych, manewrowania jednostkami oraz rozwiązywania problemów pojawiających się podczas codziennej pracy.

Znaczna część tych umiejętności była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Nauka opierała się przede wszystkim na samodzielności i praktyce. Młodzi marynarze często musieli samodzielnie dochodzić do rozwiązania problemów, a doświadczenie zdobywano podczas wielotygodniowych rejsów i pracy przy różnorodnych zadaniach.

Parowa pogłębiarka, która pamiętała XIX wiek

Pierwszym miejscem pracy Jana Kowalewskiego była pogłębiarka „Pyton” – jednostka wyjątkowa nawet jak na realia swojej epoki. Została zbudowana w 1898 roku i była napędzana maszyną parową. Kiedy zakończyła służbę w latach osiemdziesiątych XX wieku, miała niemal sto lat.

„Pyton” był pogłębiarką kubełkową. Jej działanie przypominało pracę ogromnej mechanicznej koparki. Łańcuch stalowych kubełków wybierał osady z dna jezior i kanałów, a wydobyty materiał trafiał na szalandy – specjalistyczne barki służące do transportu urobku.

Utrzymanie takiej jednostki wymagało rozbudowanego zaplecza logistycznego. Potrzebne były dostawy węgla dla kotłów, jednostki pomocnicze oraz załogi obsługujące cały proces pogłębiania. Dziś podobne zadania realizowane są przez nowoczesne statki wyposażone w hydraulikę, dźwigi i specjalistyczne urządzenia robocze. Historia „Pytona” pokazuje jednak, jak długą drogę przeszła technologia wykorzystywana w gospodarce wodnej.

Jak budowano współczesne Mazury?

Turysta przemierzający dziś mazurskie szlaki wodne mija porty, przystanie i umocnione kanały, nie zastanawiając się zazwyczaj nad tym, jak powstały. Tymczasem jeszcze kilkadziesiąt lat temu wiele z tych miejsc znajdowało się dopiero na etapie planowania. Zadaniem załóg statków roboczych było przygotowanie infrastruktury od podstaw.

Przedsiębiorstwa gospodarki wodnej pogłębiały akweny, wzmacniały brzegi i transportowały materiały budowlane. Usuwano stare konstrukcje, w tym pozostałości infrastruktury z okresu przedwojennego, a następnie instalowano nowe umocnienia i zabezpieczenia.

Znaczną część materiałów przewożono drogą wodną. To właśnie barki i holowniki dostarczały betonowe pale, elementy konstrukcyjne, drewno oraz ciężki sprzęt niezbędny do realizacji inwestycji. W efekcie powstawała infrastruktura, która dziś jest oczywistym elementem krajobrazu Wielkich Jezior Mazurskich.

Mazury sprzed epoki silników

Jednym z najbardziej charakterystycznych obrazów dawnych Mazur są kanały pełne żaglówek pozbawionych silników. W czasach, gdy napędy motorowe nie były powszechne, żeglarze często musieli przeciągać swoje łodzie przez kanały ręcznie. Holowniki i statki robocze nierzadko pomagały zmęczonym załogom, biorąc kilka lub nawet kilkanaście jednostek na hol.

Był to świat znacznie spokojniejszy od współczesnego. Na wodzie dominowały jachty żaglowe, a tempo przemieszczania się po szlaku wyznaczały siła wiatru, umiejętności załogi i warunki pogodowe. Dzisiejsze Mazury, pełne nowoczesnych jednostek wyposażonych w silniki o dużej mocy, są pod tym względem zupełnie innym miejscem.

Szacunek do wody

Przez ponad pięćdziesiąt lat służby kapitan wielokrotnie przekonał się, że nawet pozornie spokojne jeziora mogą być niebezpieczne. Najtrudniejsze sytuacje zdarzały się podczas silnych wiatrów i sztormów. Szczególnie groźne było holowanie zestawów roboczych po dużych jeziorach, gdy ogromne znaczenie miała wytrzymałość lin i umiejętności załogi.

Po gwałtownych burzach zdarzało się również uczestniczyć w akcjach ratunkowych, holowaniu uszkodzonych jednostek czy sprawdzaniu, czy w przewróconych łodziach nie znajdują się ludzie. Wieloletnie doświadczenie nauczyło go jednej podstawowej zasady: woda wymaga szacunku. Niezależnie od tego, czy jest to niewielkie jezioro, czy duża rzeka, lekceważenie warunków pogodowych może prowadzić do bardzo niebezpiecznych sytuacji.

Drugi dom

Kapitan Kowalewski wspomina ludzi, którzy po raz pierwszy wypływali na otwarte mazurskie jeziora. Początkowy lęk szybko ustępował zachwytowi nad przestrzenią, ciszą i pięknem krajobrazu. Dla wielu osób kontakt z wodą staje się doświadczeniem, które zmienia sposób patrzenia na otoczenie. Dla Jana Kowalewskiego tak stało się ponad pół wieku temu.

Kiedy rozpoczynał swoją zawodową drogę, po mazurskich jeziorach pływały parowe pogłębiarki pamiętające XIX wiek, a porty wypełniały barki i holowniki. Mazury były przede wszystkim miejscem pracy – ciężkiej i często niewidocznej, ale niezbędnej do utrzymania dróg wodnych.

Dzisiaj po tych samych jeziorach pływają tysiące jachtów, motorówek i statków pasażerskich. Powstały nowoczesne mariny, rozwinęła się turystyka, a charakter żeglugi śródlądowej znacząco się zmienił. Nie zmieniło się jednak jedno – potrzeba ludzi, którzy rozumieją wodę i potrafią o nią dbać.

Na podstawie tekstu opublikowanego na stronie Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie.

ReklamaC1 - Brzeg Talerza

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 0

  • 0
    Czuje się - ZADOWOLONY
    ZADOWOLONY
  • 0
    Czuje się - ZASKOCZONY
    ZASKOCZONY
  • 0
    Czuje się - POINFORMOWANY
    POINFORMOWANY
  • 0
    Czuje się - OBOJĘTNY
    OBOJĘTNY
  • 0
    Czuje się - SMUTNY
    SMUTNY
  • 0
    Czuje się - WKURZONY
    WKURZONY
  • 0
    Czuje się - BRAK SŁÓW
    BRAK SŁÓW

ReklamaB0 - Resort Niegocin

Daj nam znać

Jeśli coś się na Mazurach zafascynowało, wzburzyło lub chcesz się tym podzielić z czytelnikami naszego serwisu
Daj nam znać
ReklamaB1 - Tawerna Szymonka
ReklamaA2 - Mazurskie Mini Zoo 2025