
Po blisko pół wieku działalności Mazurska Służba Ratownicza (MSR) musi opuścić swoją dotychczasową siedzibę. Budynki wzniesione rękami samych ratowników oraz dzierżawiona przez dekady działka przechodzą w inne ręce. Mimo utraty 90 procent zaplecza i egzekucji komorniczej, MSR zapowiada: nie porzucamy służby na Śniardwach.
To koniec pewnej epoki dla bezpieczeństwa na mazurskich akwenach. W opublikowanym oświadczeniu komandor Mazurskiej Służby Ratowniczej Krzysztof Kornaś, poinformował o ostatecznym wykonaniu sądowego wyroku i wejściu w dniu 2 października br. komornika na teren dotychczasowej bazy jednostki. Ratownicy, którzy od 48 lat nieśli pomoc żeglarzom i turystom, musieli podporządkować się decyzjom wymiaru sprawiedliwości.
Wyrok wykonany, zaplecze zredukowane do minimum
Sprawa dotyczy działki dzierżawionej przez MSR przez niemal pięć dekad oraz infrastruktury, którą ratownicy budowali własnym sumptem i pracą. Zgodnie z wyrokiem sądu ratownicy opuszczają dotychczasowe obiekty. Dodatkowo zostali zobowiązani do udostępnienia przejazdu przez drugą, należącą do nich działkę, co – jak podkreślają – znacząco utrudni im codzienne funkcjonowanie.
W wyniku egzekucji ratownikom pozostał jedynie kilkumetrowy odcinek linii brzegowej oraz około 10 procent dotychczasowej powierzchni magazynowo-biurowej.
– Ratownicy podporządkowali się wyrokowi sądu. Prawo jest prawem — przyjmujemy je z pokorą. Ale prawo jest ślepe, ludzie nie. Dlatego pytamy: czyj interes zwyciężył i kto bierze odpowiedzialność za skutki decyzji, które osłabiają służbę ratowniczą i mogą mieć znaczenie dla bezpieczeństwa ludzi dziś oraz w przyszłości? – pisze w komunikacie komandor Krzysztof Kornaś.
Gorzkie słowa pod adresem burmistrza Pisza
Władze MSR wprost wskazują winnych zaistniałej sytuacji. Choć w oświadczeniu zaznaczono, że ratownicy nie mają żalu do mieszkańców gminy Pisz ani lokalnych radnych, ostrze krytyki zostało skierowane w stronę przedstawicieli władz samorządowych.
Zarząd MSR uważa, że przegrał z postawą trzech osób: obecnego burmistrza Pisza, jego poprzednika oraz zastępcy. Zdaniem ratowników przez długi czas prowadzono przeciwko nim negatywną kampanię informacyjną i ignorowano wszelkie argumenty społeczne oraz merytoryczne.
Dyżury trwają mimo kryzysu
Mimo tak drastycznego ograniczenia zaplecza technicznego i logistycznego, Mazurska Służba Ratownicza deklaruje kontynuowanie misji. Ratownicy wciąż pełnią dyżury na wodzie i zapewniają, że w sytuacji zagrożenia życia nikt nie będzie pytał o warunki lokalowe.
Komandor Kornaś złożył podziękowania instytucjom i osobom, które wspierały ratowników w walce o bazę – w tym przedstawicielom MSWiA, parlamentarzystom, Staroście Piskiemu, mediom oraz lokalnej społeczności i wolontariuszom.
– Zamkną się drzwi budynków. Nie zamknie się jednak potrzeba niesienia pomocy. Życie ludzkie jest bezcenne. Opuszczamy budynki, ale nie porzucamy służby. To nie koniec naszej walki o możliwość pełnienia służby — i o to, by przyziemne cele nie stawały ponad ludzkim życiem. Byliśmy. Jesteśmy. Będziemy – podsumowuje szef MSR.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!