
Marcelina Kaczmarczyk z Mrągowa przeszukuje archiwa, rozczytuje stare księgi i indeksuje zapomniane historie. Każdy dokument jest dla niej fragmentem większej układanki - opowieści o ludziach, których już nie ma, ale których życie wciąż można odczytać z archiwalnych zapisów.
W świecie, w którym wszystko pędzi do przodu, wciąż są osoby, które z własnej woli potrafią spędzić długie godziny nad pożółkłą stroną księgi z końca XVIII wieku. Szukają nazwisk, śledzą wzmianki i rozczytują łacińskie, niemieckie oraz polskie zapiski spisane kurrentą - dawnym pismem, które dla większości z nas przypomina tajemniczy szyfr.
Marcelina Kaczmarczyk kilka lat temu zaczęła swoją przygodę z genealogią. Wtedy nie miała jeszcze pojęcia, jak wiele akt jest dostępnych i jak dużo dokumentów zostało już zdigitalizowanych. Zaczynała od popularnych stron genealogicznych z tzw. indeksami, czyli podstawowymi danymi wyciągniętymi z aktów urodzenia, małżeństw i zgonów. Taki indeks jest jak drogowskaz - pomaga odnaleźć przodka i poprowadzić dalsze poszukiwania w głąb drzewa genealogicznego. Jednak, jak podkreśla, tylko bezpośredni wgląd w oryginalny akt daje pełną pewność, że odnaleziona osoba jest właśnie tą, której szukamy.
Dziś indeksacja stała się żywiołem Marceliny Kaczmarczyk. Jest administratorką województwa warmińsko-mazurskiego w serwisie Geneteka, prowadzonym przez Polskie Towarzystwo Genealogiczne. Jej praca widoczna jest m.in. w indeksach parafii w Mrągowie, Mikołajkach czy Lidzbarku. Przepisuje dane z aktów urodzeń, małżeństw i zgonów, zapisując nazwiska, daty, miejsca, zawody oraz imiona świadków.
– To są jakby tropy w detektywistycznym śledztwie – mówi. Trzeba podążać ich śladem: od nazwiska, przez zawód ojca, aż po nazwę wsi zapisaną słowem, którego nikt dziś już nie używa.
Marcelina Kaczmarczyk działa także aktywnie w kilku projektach regionalnych, m.in. w Projekcie Kurpie, Projekcie Warmia i Projekcie Mazury. Sama stworzyła również profile w mediach społecznościowych, gdzie dzieli się efektami swojej pracy, ciekawostkami z archiwów oraz historiami ludzi, którzy żyli na tych samych polach i w tych samych wsiach, co dzisiejsi mieszkańcy, nawet 300 lat temu. Jej celem jest upowszechnianie wiedzy o dawnych Mazurach, które niegdyś należały do Prus Wschodnich.

Losy dawnych ksiąg bywają różne. Stan zachowania dokumentów z terenów byłych Prus Wschodnich jest bardzo zróżnicowany. Czasem całe serie metryk z jednej parafii przetrwały w nienaruszonym stanie, innym razem ocalały tylko pojedyncze strony. Wiele ksiąg uległo zniszczeniu podczas działań wojennych albo po prostu zaginęło. Część z nich znajduje się dziś w archiwach poza granicami Polski, m.in. w Niemczech. Na szczęście do wielu można zajrzeć bez konieczności wyjazdu - akta stanu cywilnego przechowywane są także w polskich archiwach państwowych i są sukcesywnie digitalizowane. Dzięki temu coraz częściej wystarczy komputer i chwilę wolnego czasu, by zanurzyć się w historii własnej rodziny lub regionu.
Rejon Mazur jest specyficzny ze względu na swój rys historyczny. Przed 1945 rokiem tereny te nie należały do Polski, ale to wcale nie oznacza, że nie mieszkali tu Polacy. Sama nazwa „Mazury” wzięła się od osadników z Mazowsza, którzy zasiedlali te ziemie już od XII wieku. Po II wojnie światowej większość tutejszej ludności stopniowo wyjeżdżała, a ich miejsce zajmowali przybysze z Kresów i centralnej Polski. Tylko niewielka część rdzennych Mazurów i ich potomków pozostała tu na stałe.
Marcelina Kaczmarczyk mówi z czułością i przekonaniem, że Mazury zasługują na to, by ich historia została opowiedziana. Ludzie mają prawo wiedzieć, skąd pochodzą, a historia nie powinna leżeć zakurzona na dnie archiwum. Dzięki pracy takich osób jak ona dawne dokumenty odzyskują życie. Nazwiska, daty i zawody zapisane w starych księgach stają się fragmentami ludzkich historii - o narodzinach, małżeństwach, pracy, wędrówkach i codzienności dawnych mieszkańców Mazur. To właśnie dzięki takiej pasji przeszłość przestaje być tylko zapisem w archiwum. Staje się opowieścią, którą można przekazywać dalej, z pokolenia na pokolenie a każda odczytana strona starej księgi to kolejny fragment opowieści o Mazurach - ich ludziach, losach i dziedzictwie.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!