
Krajobraz Warmii i Mazur pełen jest cichych świadków historii – dawnych majątków, dworów i pałaców. Niestety, znaczna część z nich od lat niszczeje, przegrywając walkę z upływającym czasem i obojętnością. Pałac Warlity udowadnia jednak, że przy odpowiednim uporze, determinacji i pasji, powrót zabytkowych nieruchomości do dawnej świetności jest możliwy. Dziś XIX-wieczna rezydencja działa jako kameralny obiekt hotelowy, choć droga do sukcesu była wyboista i pełna wyzwań.
Zamiast letniego domu – walka o zabytkową ruinę
Gdy Edyta i Ireneusz Kostrzewowie rozpoczynali poszukiwania nieruchomości na Mazurach, ich cel był skromny. Chcieli znaleźć urokliwe miejsce z historią, położone na uboczu, blisko małego jeziora – idealną ucieczkę od zgiełku miasta.
W 2005 roku podjęli odważną decyzję o zakupie Pałacu Warlity. Obiekt, którego historia sięga lat 50. XIX wieku (należący pierwotnie do Wilhelma von Weitzela, a później do rodziny Schumannów), po wojnie podzielił los wielu mazurskich majątków. Przejęty przez Skarb Państwa w czasach PRL-u, popadał w zapomnienie i ulegał sukcesywnej dewastacji. Kostrzewowie odkupili go od prywatnych właścicieli, którzy po dwóch latach uznali, że ogrom inwestycji przerasta ich możliwości.
Stan pałacu był opłakany. Brakowało stropów, w piwnicy stojący człowiek spoglądał wprost w niebo przez trzy kondygnacje, a w jednym z pokoi rosło... drzewo. Renowacja wymagała heroicznej pracy – ściany trzeba było rozbierać cegła po cegle, czyścić i układać od nowa. Małżeństwo przeznaczało na ten cel każdy grosz, z determinacją odbudowując zabytek przez 12 lat.

Ciemna strona ratowania zabytków
Pary nie zrażał ogrom prac budowlanych, jednak prawdziwe wyzwanie nadeszło w momencie, gdy odbudowa dobiegała końca. W 2016 roku, gdy pałac miał już gotowe podłogi i czekał jedynie na wyposażenie, tereny wokół pobliskiego jeziora nabył nowy inwestor. Planował uruchomienie tam gigantycznej fermy drobiu na 8 milionów kur.
Dla kameralnego obiektu nastawionego na bliskość natury, spokój i ciszę, oznaczało to wyrok. Właściciele podjęli dwuletnią batalię: współpracowali z ekspertami, naukowcami, prawnikami i urzędnikami, a także zbierali doświadczenia z innych rejonów kraju. Ostatecznie udało się zapobiec budowie fermy, jednak kosztowało to właścicieli mnóstwo zdrowia, nerwów i nieprzespanych nocy.
Odnowa pałacu i otwieranie hotelu mają też ciemną stronę. I gdybym znała ją wcześniej, zastanowiłabym się, czy się tego podjąć - przyznaje w rozmowie z Onet.pl Edyta Kostrzewa. Jak dodaje, mimo trudności i trudnych wyborów, ostateczna satysfakcja z uratowania miejsca oraz wzorzec przekazany dzieciom sprawiły, że warto było przejść tę drogę.
Kameralny azyl z duchem historii
Dziś Pałac Warlity to wybitny przykład przemyślanej rewitalizacji. Obiekt nie przypomina masowego hotelu ani tradycyjnej agroturystyki. Na 3-hektarowej działce urządzono zaledwie 12 unikatowych pokoi, trzy apartamenty przy plaży oraz dwa ukryte w koronach drzew.
Właściciele nie planują rozbudowy, stawiając na jakość, kameralność i intymność. Pałac Warlity stał się żywym dowodem na to, że niszczejące mazurskie rezydencje mogą otrzymać drugie życie – dając przy tym przykład, jak łączyć ochronę dziedzictwa kulturowego z nowoczesną funkcją użytkową.
Źródło: onet.pl






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!