
Do 1944 roku niemieccy oprawcy byli przekonani, że zbrodnia popełniona na więźniach obozu KL Soldau w Działdowie nigdy nie ujrzy światła dziennego. Zwłoki tysięcy ofiar wydobyto z masowych mogił, spalono na stosach, a ich kości rozdrobniono. Jednak nie udało się zniszczyć wszystkiego. Naukowcy z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie zakończyli właśnie ostatni, piąty sezon prac badawczych w lesie koło Białut.
Wyniki pięcioletnich prac są wstrząsające – zabezpieczono ponad 18 ton ludzkich popiołów i pozyskano materiał genetyczny do identyfikacji co najmniej 142 ofiar.
Ostatnia faza interdyscyplinarnych prac w Białutach trwała od 14 do 22 września 2026 roku. Badania prowadzono w ramach projektu finansowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pod kierownictwem dr. hab. n. med. Andrzeja Ossowskiego, prof. PUM, we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Gdańsku (śledztwo w tej sprawie nadzoruje prokurator Tomasz Jankowski). W skład wielospecjalistycznego zespołu weszli wybitni archeolodzy, antropolodzy, genetycy, specjaliści medycyny sądowej oraz kryminalistyki.
Mroczna historia Lasu Białuckiego. Od Intelligenzaktion po akcję zacierania śladów
Las pod Białutami na Mazurach był w latach 1940–1941 jednym z głównych miejsc masowych egzekucji więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Soldau (Działdowo). Szacuje się, że niemieccy okupanci zamordowali tu około 12 tysięcy osób. Pierwszymi ofiarami byli przedstawiciele polskiej inteligencji – nauczyciele, duchowni, urzędnicy, działacze społeczni i ziemianie, uśmiercani w ramach planowej akcji eksterminacyjnej Intelligenzaktion. W 1940 roku w mobilnej komorze gazowej zabijano tu również pacjentów szpitali psychiatrycznych, a rok później grzebano zmarłych i rozstrzeliwano chorujących na tyfus.
Wiosną 1944 roku, w obliczu zbliżającego się frontu, Niemcy rozpoczęli tzw. Aktion 1005 – brutalną operację, której celem było bezpowrotne wymazanie śladów masowych mordów. Więźniowie z utworzonego specjalnie komanda Sonderkommando 1005 zostali zmuszeni do odkopania masowych grobów, wydobycia zwłok, spalenia ich na wielkich rusztowaniach, a następnie rozdrobnienia pozostałych fragmentów kości i zakopania popiołów. Po wykonaniu morderczej pracy wszyscy członkowie Sonderkommando zostali rozstrzelani.
Właśnie dlatego odnalezione w lasach białuckich szczątki kostne stanowią jedynie ułamek ogromu tragedii – to głównie drobne elementy kości dłoni, zęby oraz fragmenty czaszek przeoczone przez sprawców w 1944 roku.
Grób nr 7. Dowody egzekucji bezpośrednio w dole i wstrząsające odkrycia antropologów
Podczas tegorocznego, finałowego sezonu badań naukowcy w całości odsłonili i przeanalizowali grób nr 7 o długości 27 metrów, szerokości do 4,3 metra i głębokości 2 metrów. Choć 82 lata temu hitlerowscy oprawcy opróżnili go z ciał, w zasypisku odnaleziono liczne drobne kości oraz aż 937 przedmiotów.
Większość z nich – aż 876 sztuk – stanowiła niemiecka amunicja pistoletowa (kaliber 9 mm i 7,65 mm) oraz karabinowa Mauser (kal. 7,92 mm), wyprodukowana w latach 1925–1941. Odnalezienie pocisków wbitych poniżej dna mogiły dostarczyło jednoznacznego, sądowego dowodu: ofiary były rozstrzeliwane bezpośrednio w wykopanym wcześniej dole. Wydobyte z ziemi guziki, sprzączki, obuwie, grzebienie, łyżki, okulary oraz polskie dewocjonalia nie pozostawiają wątpliwości, że mordowano tam polską ludność cywilną – zarówno kobiety, jak i mężczyzn.
– Każdy przedmiot, który wydobywamy z ziemi, jest świadectwem zbrodni. Rozmieszczenie łusek i pocisków, szczególnie tych wbitych poniżej dna mogiły, pozwala nam dokładnie odtworzyć, jak przebiegała egzekucja. Ofiary stały lub klęczały w wykopanym wcześniej dole i tam zostały rozstrzelane. Równie wymowne są rzeczy osobiste: grzebienie, łyżki, okulary, medaliki. To przedmioty zwykłych ludzi, którzy nie spodziewali się, że idą na śmierć. Sprawcy w 1944 roku zadbali, by nie zostało po nich nic, ale nie zdołali zatrzeć wszystkiego – wyjaśnia dr Joanna Jarzęcka-Stąporek, kierownik prac archeologicznych.
Antropolodzy sądowi z Katedry Medycyny Sądowej PUM, dr Joanna Drath oraz dr Agata Bisiecka, ustaliły wstępnie, że w grobie nr 7 zachowały się szczątki należące do co najmniej 76 osób dorosłych, 3 dzieci oraz 1 noworodka. Na kościach stwierdzono liczne obrażenia okołośmiertne oraz otwory postrzałowe.
Eksperci podkreślają jednak, że pierwotna liczba pochowanych w tym jednym dole była wielokrotnie wyższa – na podstawie wymiarów mogiły szacuje się, że przed akcją palenia ciał spoczywało w niej od 800 do nawet 1400 osób. Przepaść między tą liczbą a zachowanym materiałem kostnym uświadamia przerażającą skalę operacji zacierania śladów z 1944 roku.
Unikatowy materiał dowodowy. Przebadano 2000 m² lasu
W trakcie pięciu sezonów badawczych specjaliści przebadali łącznie 2000 m² powierzchni leśnej. Odsłonięto 7 masowych mogił, 2 stosy ciałopalne oraz miejsce składowania wydobytych zwłok.
W dwóch mogiłach odnaleziono popioły wsypane tam przez sprawców po spaleniu ciał. W grobie nr 2 odkryto warstwę popiołów i rozdrobnionych kości o wadze 16,7 tony (objętość 12 m³). W grobie nr 1 zabezpieczono kolejne 1,5 tony (częściowo ukryte w drewnianej skrzyni).
Łącznie zabezpieczono ponad 18 ton ludzkich prochów oraz zebrano ponad 3300 artefaktów – monet z okresu II RP, medalików, krzyżyków, fragmentów różańców i elementów odzieży.
– Białuty to pierwsze w historii miejsce eksterminacji, które zbadaliśmy tak dokładnie. Udało nam się udokumentować zarówno samą zbrodnię, jak i późniejszą akcję jej zacierania w ramach Aktion 1005. Odsłoniliśmy groby, w których rozstrzeliwano ludzi, stosy, na których palono ich ciała, miejsce, gdzie składowano wydobyte zwłoki, i doły, w których ukryto popioły. Dzięki temu możemy krok po kroku odtworzyć, jak Niemcy mordowali, a potem próbowali wymazać ślady swoich zbrodni. To unikatowy materiał dowodowy, którego nie da się już podważyć – podsumowuje szef projektu, prof. Andrzej Ossowski.
Nadzieja na przywrócenie tożsamości ofiarom
Poza wymiarem stricte procesowym i historycznym, prace naukowców z Szczecina mają nade wszystko fundamentalny wymiar humanitarny. Głównym celem zespołu jest przywrócenie imion i nazwisk bezimiennym dotąd ofiarom niemieckiego terroru.
Ze wszystkich przebadanych grobów zdołano wyodrębnić szczątki należące do co najmniej 142 osób (134 dorosłych i 8 dzieci), z których możliwe jest pozyskanie pełnych profili genetycznych. Jeśli uda się zebrać materiał porównawczy od żyjących krewnych, naukowcy przeprowadzą identyfikację genetyczną, co umożliwi przekazanie szczątków rodzinom i wyprawienie im godnego, imiennego pochówku.
Równolegle wypracowana w Białutach innowacyjna metodyka – łącząca archeologię, medycynę sądową i genetykę w badaniu silnie rozdrobnionych i przepalonych szczątków – stanie się wzorcem wykorzystywanym w badaniach innych miejsc zbrodni z okresu II wojny światowej oraz współczesnych konfliktów zbrojnych na świecie.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!