
Hałas potężnych silników, zbyt duże łodzie nieprzystosowane do śródlądowych akwenów i brak wyobraźni na wodzie — to zdaniem lokalnych ekspertów i mieszkańców coraz większy problem Wielkich Jezior Mazurskich. Głos w tej sprawie zabrał dyrektor Centrum Promocji i Informacji Giżycka, Robert Kempa, który uważa, że duże jednostki pływające oraz motorówki i skutery z silnikami o dużej mocy po prostu zabijają ducha Mazur.
Krajobraz regionu, budowany dotąd na tradycji żeglarskiej, ciszy i bliskości z naturą, od kilkunastu lat przechodzi gwałtowną transformację.
Ryk motorów na mazurskich jeziorach. Żeglarze w odwrocie?
Na wodach mazurskich akwenów pojawiają się duże łodzie motorowe, houseboaty oraz skutery wodne o dużej mocy silnika. To wszystko powoduje, że tradycyjni żeglarze coraz częściej nie tylko są spychani do roli przeszkód dla motorowodniaków ale również, a może przede wszystkim czują zagrożenie ze strony szybko pływających łodzi motorowych oraz skuterów.
Dyrektor Centrum Promocji i Informacji Giżycka, Robert Kempa podkreśla, że tożsamość tego regionu osadza się na żaglówkach, naturze i spokoju, a obecny kierunek zmian zagraża unikalnemu charakterowi mazurskich jezior.
Zauważa przy tym, że lokalna infrastruktura nie jest przygotowana na obsługę tak potężnych łodzi, a akweny śródlądowe nie wymagają jednostek o parametrach właściwych dla żeglugi morskiej na Zatoce Gdańskiej czy Zalewie Wiślanym.
Ryk silników zamienia ciszę w hałas
Oprócz kwestii wizualnych i ekologicznych, kluczowym problemem staje się komfort wypoczynku oraz lekceważenie podstawowych zasad żeglugi. Do lokalnych instytucji dociera coraz więcej skarg od pokaźnej grupy turystów, która szuka na Mazurach tradycyjnej rekreacji i wypoczynku na żaglówkach.
Zamiast wsłuchiwać się w głos natury, wypoczywający muszą zmagać się z rykiem silników, który skutecznie zniechęca do odwiedzania Wielkich Jezior Mazurskich. Wielu nowych użytkowników motorówek nie zna zasad poruszania się po wodzie lub zupełnie się nimi nie przejmuje, notorycznie łamiąc zakazy falowania, ograniczenia prędkości czy zakazy wyprzedzania w wąskich kanałach.
Jednodniowy kurs i nieletni na skuterach wodnych
Szczególnie duże obawy budzą jednak skutery wodne i fakt, że po jednodniowym kursie uprawnienia do prowadzenia maszyn o mocy 100 czy 200 koni mechanicznych mogą uzyskiwać osoby niepełnoletnie, które w normalnych warunkach nie mogłyby nawet ubiegać się o prawo jazdy.
Stawia to pod znakiem zapytania nie tylko kwestię bezpieczeństwa, ale i przyszłość regionu promowanego jeszcze niedawno jako „Mazury – cud natury”.
Tragiczny bilans na mazurskich akwenach
Niestety, brak wyobraźni i ogromna moc maszyn prowadzą do dramatów. Ostatnio opinią publiczną wstrząsnął tragiczny wypadek na jeziorze Jagodne koło Giżycka, gdzie w zderzeniu motorówki ze skuterem zginął 16-latek pływający na wodzie w pobliżu swojego ojca. Szczegółowe postępowanie w sprawie tej tragedii prowadzi obecnie prokuratura.
Jak wynika z danych warmińsko-mazurskiej policji, w tym sezonie wodnym funkcjonariusze przeprowadzili 708 interwencji na wodzie oraz skontrolowali 771 jednostek pływających, zatrzymując dwóch sterników pod wpływem alkoholu. Do tej pory na regionalnych akwenach odnotowano 7 kolizji oraz 1 wypadek, a od początku sezonu w regionie utonęło już 19 osób.
Dla porównania, w 2025 roku życie w wodzie straciło łącznie 45 osób, z czego 17 podczas samych wakacji. Statystyki te jednoznacznie pokazują, że narastający spór o kształt mazurskiej turystyki to nie tylko dyskusja o hałasie, ale przede wszystkim o ludzkim życiu i bezpieczeństwie.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Definiowanie Ducha Mazur to rzecz subiektywna. Cud natury? Tak, WJM są fenomenem przyrodniczo-turystycznym. Trzeba o niego dbać. Każde inne europejskie państwo już dawno by to uregulowało ingerencją nie uciążliwą zanadto dla któregoś z gatunków turystów, ale mającą na uwadze dobro wspólne i zachowanie walorów przyrodn. Ograniczenie mocy silników (a nie: prędkości lub zakaz spalinowych lub totalna strefa ciszy) jest rozwiązaniem optymalnym.
Trend (coraz więcej kolosów, coraz większa moc silnika) sam się nie naprawi. Potrzebne decyzje. Te stodoły naprawdę są za duże na Mazury.
Kto szuka spokoju i ciszy polecam szlak z Rucianego po Wiartel….
Zegluje tam juz od wielu lat…
Mimo Strefy Ciszy spotkac mozna tez Balwana napierniczajacego na silniku…
Bo som ludziska co wszytko wew doopie majom..
Pozdrawiam
Samorząd lokalny (powiatowy już wprowadza strefy ciszy i ograniczenia, trzeba sprawdzić jakie kompetencje ma tu Sejmik Wojewódzki) wprowadza na całych WJM bezwyjątkowy zakaz poruszania się jachtów z silnikami powyżej 200 KM (a wolałbym 150). Albo proszę bardzo, ale te większe niż 200 KM (skuter z tragedii z Jagodnego miał 300!) mają ograniczenie do 6 km/h; bez wyjątków w postaci Śniardw Mamr czy Niegocina, bo zaraz okaże się fikcją. 6 km/h, bo przy 10-12 robią największą falę. Bogacze nie obrażą się na Mazury, tylko przesiądą na mniejsze luksusy. I tak motorówy o rozmiarach stodoły won za Nogat. Ze skuterami jeszcze nie mam koncepcji. Pomysły, pomysły...
Wstydliwy, krępujący problem,
żyje własnym cuchnącym bylem.....
I na koniec jestem motorowodniakiem. Z klasyczna motorówką wielkości poczciwego Cameo w którym lubowały się służby ratunkowe również na mazurach. Ale obecnie boje się ną pływać w sesonie na szlaku WJM bo fale wytwarzane przez to duże morskie potwory (bo szczerze takie jachty to są dober na Chorwacje a nie na Mazury) zwyczajnie przelałyby mi się przez burtę i zatopiły by mnie na środku jeziora. Co jest słabym pomysłem.
Dlatego co robie w sezonie to unikam tych popularnych turystycznie WJM i szukam spokoju w kilku ostojach jakie posotały. Tyrkło, Niszkie lub inne jeziora bez bezpośredniego połączenia z WJM. Smutne to ale prawdziwe...
Najpierw przez wiele lat byłem kajakarzem. Nadal nim jestem ale staram się dziś omijać te bardziej komercyjne akweny jak Bełdany, Mikołajki, Boczne etc. z tego względu, że doświadczyłem tam szeregu niebezpiecznych sytuacji, zarówno od skuterów (kręcenie bączków bezpośrednio przy mnie), łodzi motorowych (wytwarzanie dużej i niebezpiecznej fali) jak i jachtów żaglowych (zwyczajnie nie widzieli kajaka na obranym kursie). I pomimo tego, że płynąc kajakiem mam pierwszeństwo (poza białą flotą i promem) to by mi on nic nie dało kiedy bym został zwyczajnie rozjechany.
Póżniej wiele lat byłem sternikiem jachtu żaglowego. I jedyna zmiana jest taka, że zagrożenia w postaci łodzi motorowych zostały. Bo gdyby skuter znalazł się na kursie kolizyjnym ze mną zwyczjnie by przegrał. Żeglarze w większości znają prawo drogi, ale bywały sytuacje kiedy pomimo pierwszeństw trzeba było odpaść by ratować mienie.
degradują linię brzegową mazurskich jezior.Jeśli lokalne władze nic z tym nie zrobią to znaczy że trzeba takie władze zmienić.To co się dzieje np.na Bełdanach nie ma nic wspólnego z. ciszą,spokojem,wypoczynkiem na łonie natury.Do późnych godzin wieczornych słychać nieustanny ryk silników i odgłosy dudniących głośników.NAJWYŻSZY CZAS Z TYM SKOŃCZYĆ !!!!! Bracia żeglarze zadziałajmy wspólną petycją