
Kilka dni temu odeszła postać, która w swoich wspomnieniach nosiła całą epokę dawnych Prus Wschodnich. W wieku 91 lat zmarł Jan Kuhn, uznawany za ostatniego Mazura w Dąbrównie, którego dramatyczne dzieje uwiecznił w swojej książce Waldemar Mierzwa.
Dzieciństwo naznaczone rozstaniem i pograniczem
Jan Kuhn przyszedł na świat w 1935 roku w Zakrzewie koło Nidzicy, nosząc wówczas imię Heinz. Zanim chłopiec skończył dwa lata, został odebrany matce wraz z braćmi. Młody Heinz trafił do małej miejscowości położonej tuż przy polskiej granicy, gdzie pod opiekę wzięła go zastępcza matka Maria M., nazywana przez niego czule „babcią”.
Jego brat Gerard znalazł dom w sąsiedniej wsi u innej wdowy, Any. Obie kobiety stworzyły chłopcom stabilne domy zastępcze, stając się ich prawdziwymi matkami. W domach tych rozmawiano specyficzną przygraniczną gwarą, będącą mieszaniną języka polskiego i niemieckiego.
Praca ponad siły i szkoła czterech klas
Mimo młodego wieku, codzienne życie na wsi wymagało od chłopca ogromnej dojrzałości i fizycznego wysiłku. Jan polubił pracę w gospodarstwie, zajmując się wypasem zwierząt, obrządkiem oraz młóceniem zboża. Mając zaledwie dziewięć lat, stanął do równego rzędu z dorosłymi, by kosić plony, a także pomagał przy polowych obowiązkach, ciągnąc za plecami bronę.
Edukację odebrał w miejscowej szkole z klasami łączonymi, gdzie mimo wojennych trudności nauczyciel stawiał wysokie wymagania. Choć sprawnie posługiwał się językiem niemieckim, w tamtym okresie lepiej radził sobie już z mową polską. Specyficzna dwujęzyczność bywała jednak źródłem nieufności – nauczyciel czasem wskazywał chłopca palcem, ostrzegając innych przed jego pochodzeniem, choć rodzina starała się żyć w pokoju z otoczeniem.
Styczniowa apokalipsa i nadejście frontu
Kluczowym momentem w życiu mieszkańca pogranicza okazał się styczeń 1945 roku. W niedzielę 19 stycznia, dokładnie w dniu swoich urodzin, Jan ruszył w odwiedziny do brata, skąd dowiedział się o nadejściu wojsk radzieckich. Drogi szybko zapełniły się potężną kolumną czołgów, armat i ciężarówek.
Maria M. kategorycznie odrzuciła myśl o ucieczce, wybierając śmierć na miejscu zamiast w rowie przy drodze. W tym czasie partyjni i najbardziej skompromitowani mieszkańcy uciekli w ostatniej chwili, jednak po dwóch tygodniach wrócili do ogołoconych domów, w których często zastali już nowych, polskich osadników.
Z kolei Dąbrówno zaczęło płonąć 20 stycznia, a pożar – podsycany przez wracających w połowie roku czerwonoarmistów – trawił miasteczko przez dwa tygodnie, paląc 80 procent zabudowy i odbierając mu dawne prawa miejskie.
Pod lufą karabinu i cieniem spalonego miasta
Okupacyjna rzeczywistość niosła ze sobą niewyobrażalny terror, zwłaszcza gdy pod koniec stycznia do wsi wkroczyli ponurzy i wycieńczeni wojną Kozacy. Żołnierze ci bezpardonowo grabili inwentarz i stosowali brutalną przemoc. Jan wraz z przybraną matką znaleźli się o krok od śmierci, gdy zostali postawieni pod ścianą przez żołnierzy żądających kluczy do zamkniętego domu sąsiadów.
Kilka dni po wkroczeniu wojsk, Jan wędrował ze znajomymi przez zamarznięte jeziora do spalonego miasteczka w poszukiwaniu odzieży i niezbędnych artykułów przetrwania. Oczom chłopca ukazały się wypalone kikuty kamienic, zrujnowane witryny sklepów oraz rozrzucone na bruku dobra materialne.
Zdrada bliskich i wierność małej ojczyźnie
Wojenne losy przyniosły nie tylko zniszczenia materialne, ale i bolesne ciosy od ludzi, którym wcześniej niesiono pomoc. Po powrocie z udanej wyprawy po łupy do miasta, dom Jasia i Marii został całkowicie ograbiony przez polskich znajomych zza przedwojennej granicy, którym wcześniej udzielano schronienia.
Mimo ciężkich czasów oraz faktu, że dorosłe dzieci wyemigrowały do Niemiec, Jan Kuhn nigdy nie rozważał opuszczenia swojej małej ojczyzny. Nie odnalazł się w realiach wielkiego miasta i w 1962 roku własnoręcznie odbudował dom na pogorzelisku Dąbrówna. Tam spędził całe swoje życie, pozostając wiernym swoim korzeniom, aż do śmierci w wieku 91 lat.
Na podstawie informacji Mazury i okolice – historia, zabytki i archiwalia






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!